Listy
dziękuję za życzenia i adres do korespondencji. U mnie pracowicie , spokojnie i ciekawie .nabrałam dystansu do pewnych spraw uwierzyłam w swoje możliwości zrzuciłam wreszcie z siebie poczucie winy, które ciągle mi towarzyszyło nie daję się, może dla niektórych jestem za bardzo asertywna ale po prostu jest mi z tym dobrze. Myślę że dostałam w darze drugie ciekawsze życie a potencjał , który we mnie drzemie muszę wykorzystać przecież mi się to wreszcie należy! No i chyba w końcu pojąłem do końca o co chodzi właściwie z tym alkoholem. Mój kumpel, którego zostawiła żona z dzieckiem bo za dużo pił, znalazł lekarstwo i .... dalej pije. Wkurzyło mnie to jak go zobaczyłem - a zobaczyłem dzisiaj nie tylko jego, w mieszkaniu w którym bije jak z gorzelni, zobaczyłem siebie z przed dwóch miesięcy. i w końcu zrozumiałem o czym Ci ludzie mówili, Ci którzy ciągle powtarzali "NIE PIJ". Mam nadzieję, że mnie jeszcze pamiętasz, zresztą nie dam Ci o sobie zapomnieć. Wiesz dlaczego? Ponieważ w Dziwnówku stało się coś dziwnego, urodziłam się na nowo. Sama siebie nie poznaję. Staję się pomału tą osobą, którą zawsze chciałam być, a przez swoje uzależnienie nie mogłam. Cieszę się każdym dniem. Nie piję i zupełnie nie mam na to ochoty. To nie znaczy, że nie mam nawrotów i godów, czasami mnie to dopada, ale wiem o tym i od razu reaguję. … Chciałam Ci tylko powiedzieć, że Ty i Twoja terapia, pobyt w Dziwnówku z Wami wszystkimi był dla mnie czymś bardzo ważnym i wspaniałym. Wróciłem z urlopu. Byłem na kursie nurkowania w Egipcie. Było b. fajnie i byłem zrelaksowany. Zdałem na patent "open water diver" i mogę nurkować do 18-tu metrów głębokości. Przede mną pracowity dzień, skoro podjęłam się zobowiązań, to chcąc nie chcąc muszę !!! im sprostać. Ciekawi mnie gdzie dzisiaj się wybierzecie na wycieczkę. Ciągle zapominam, jeśli jest jeszcze Mariusz daj mu proszę mojego aktualnego maila. Mariusz jest bardzo ze mną zbieżny we wrażliwości postrzeganiu świata, poezji - tu zwłaszcza jesteśmy bardzo zgodni. Cieszę się, że go poznałam. Teresa też mnie zaintrygowała, bo ma piękne lecz zasnute szarością życia wnętrze. Przed tobą ciekawi ludzie i na pewno nie monotonna praca. To wspaniałe patrzeć jak zwiędłe kwiaty podnoszą liście, później pąki, iż rozkwitają tajemniczą pełnią barw i kształtów. Zazdroszczę ci, bo widzisz i obserwujesz efekty swojej ciężkiej pracy, ale jest ona fascynująca. Wiesz Marku, właśnie to do mnie dotarło, mitingi na które chodziliśmy i ludzie... Ludzie niepijący przez lata. Teraz chylę przed nimi głowę i podziwiam. Nabieram coraz więcej szacunku dla siebie i odwagi. Ściskam Was i pozdrawiam M.Witaj! Pochwaliłam się Włodkowi to oczywiście Wam tez . Otóż 01.10. to moja 1-sza rocznica.Udało się i wbrew pozorom nie było to takie trudne!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Dzięki, pozdrawiam H.
Co zyskuję będąc trzeźwą ?
Trudno mi na to syntetycznie odpowiedzieć. W planie ogólnym rzeczywiście zyskuję życie, dosłownie. Jak już napisałam wcześniej - alkoholizm jest chorobą śmiertelną. Ale tak na co dzień? Inna jakość życia. Opiszę początek dwóch przykładowych dni, może to jakoś przybliży odpowiedź na to pytanie Dzień pierwszy: budzę się około wpół do ósmej, zmulona, niewyspana, smutna, rozdrażniona, rozkojarzona, z niemożnością zrobienia czegokolwiek. Zrzucam psa, bo mi przeszkadza. Wlokę się do kuchni, nastawiam kawę, myślę, że już nic mnie dobrego w życiu nie czeka, życie już za mną, teraz tylko taka wegetacja, wszystko się wydaje beznadziejne, nic mi się nie chce, nawet ubrać. Wlokę się z psem, wszak pies musi wyjść, złoszczę się na niego jak nie do końca mnie słucha. Mam ochotę go kopnąć. Wracam, z lustra patrzy na mnie jakaś opuchła gęba z czerwonymi oczkami. Fu, jak wstrętnie wyglądam. Wchodzę do wanny z kawą i siedzę tak w oczekiwaniu na lepsze samopoczucie. Dzień drugi: budzę się około szóstej, świeżutka, wyspana, radosna, z jasnym umysłem. Przytulam psa przemawiając do niego czule. Wstaję planując w głowie czym się dzisiaj zajmę, niektóre zajęcia muszą być zrobione inne zrobić chcę. Cieszę się na te miłe zajęcia. Szybki prysznic i lecimy z psem się pobawić na dworze. Rzucam mu piłeczkę, nie zawsze do końca mnie słucha, ale jak wreszcie przyjdzie dostaje psiego cukierka i razem się cieszymy. W lustrze widzę moją nową fryzurę, całkiem fajną, moje wesołe oczy. Wypijam kawę i lecę na basen po drodze podśpiewując. Wystarczy? czwartek, 20 listopada 2008, agnieszka
Czołem Waćpaństwu, wesołych , zdrowych Świąt oraz najlepszego w Nowym Roku 2009 życzy Zbyszek z rodziną. P.S. Trwam w trzeźwości, chociaż nieraz kusił mnie "ten perfidny diabeł". Jest teraz dla mnie jasne, że bez terapii w Dziwnówku nie poradziłbym sobie - serdecznie dziękuję! Wiem również, że nadal muszę być czujny i pamiętać każdego dnia o "wielbłądzie". Poza tym wszystko w porzadku. Jest kochająca rodzina, praca i zdrowie. w kwietniu 2009 zostanę dziadkiem....
Skończył się . Skończył się pierwszy rok mojego nie picia . Do dzisiaj nie wiem dlaczego przestałem pić i nie wiem czy kiedykolwiek to zrozumiem lecz stało się i do dzisiaj trwa. 11 grudnia 2008 roku przestałem pić. Jak nigdy od wielu lat Święta Bożego Narodzenia 2008 roku minęły spokojnie. Za ten spokój dziękowała mi żona a ja zaczynałem przygotowywać się do wyjazdu na terapię podstawową. Jeszcze trudny styczeń pełen walki o to by nie zapić i wyjazd. Pobyt na terapii jawi mi się jako okres obdzierania z iluzji świata który sam sobie stworzyłem. Pierwsze doświadczenie to zdanie sobie sprawy z tego , że nie jestem nikim szczególnym, że jestem zwykłym pijakiem, który jeżeli nie będzie się leczył doprowadzi do swojej śmierci. Ta zwyczajność, przeciętność moich zachowań, przewidywalność postępków była pierwszym moim doświadczeniem. W wypowiedziach terapeutów, w literaturze którą czytałem wszystko o mnie napisano. O mnie który był lepszy od innych we wszystkim co czynił. O mnie który dokonał tak wiele że nazywał siebie MISTRZEM ŚWIATA. To zrozumienie mojej zwyczajności wytrąciło mnie z równowagi i spowodowało że zacząłem słuchać co do mnie mówią inni. Dystans z jakim pochodziłem do terapii prysł ostatecznie po doświadczeniu pierwszego mityngu AA jeszcze w czasie pobytu w ośrodku. Uświadomiłem sobie wtedy że do mnie należy wybór kiedy osiągnę własne dno, jeżeli teraz to dobrze, jeżeli będę czekał to mogę nie dostać następnej szansy. Nie wiedziałem o tym że w ten sposób zaczynam myśleć o pierwszym kroku, lecz skąd mogłem wtedy coś wiedzieć. Słuchałem więc co mówią lecz wielu rzeczy nie usłyszałem. Do dzisiaj wracają myśli że przecież o tym lub innym już mi mówiono a ja odkrywam to teraz. Lecz wcześniej byłem MŚ i nie słuchałem nikogo więc i słuchać muszę się nauczyć. Powrót do domu, okres radości z nie picia. Głowa pełna nieusystematyzowanej wiedzy, serce pełne nie nazwanych uczuć taki byłem po terapii. Byłem również świadom że wszystkiego można się nauczyć, że wszystko zrozumiem wtedy kiedy będzie mi to potrzebne i najważniejsze, że mam na to dużo czasu. Czasu tyle ile jest mi potrzeba. Jeżeli tylko będę uczciwy wobec samego siebie. Ta absolutna konieczność uczciwości wobec siebie i innych dotarła do mnie dopiero w trakcie jednego z pierwszych mityngów w Katowicach. Zrozumienie tej podstawowej zasady było jak olśnienie które pozwoliło zrobić następny krok w mojej nauce życia. Pozwoliło móc zadać pytanie „nie rozumiem, proszę wytłumacz mi”. Uczciwe przyznanie się do tego że „nie rozumiem” dało mi odwagę pokonania wstydu niewiedzy i odwagę zadawania pytań. Pozwoliło wyjść z roli wszystko wiedzącego, mającego na każdy temat własne niepodważalne zdanie. Pozwoliło na koniec zrozumieć że nie tylko nie jestem MŚ lecz co może ważniejsze nie muszę nim być. Nie oczekuje tego moja żona, moje dzieci, moi przyjaciele. Napięcie pierwszego okresu trzeźwienia minęło kiedy zrozumiałem że nie muszę być MISTRZEM ŚWIATA w nie piciu. Dotarło do mnie co znaczy pokochać siebie. Miałem chwilę zwątpienia, depresji i poczucia braku celu. Poczucie braku celu w życiu miałem pierwszy raz od niespełna pięćdziesięciu lat, pustka jaka we mnie powstała, stała się tak nieznośna że nie potrafiłem sobie z nią poradzić. Mądrzejszy jednak doświadczeniem zwróciłem się do terapeutów z pytaniem „nie rozumiem, proszę wytłumacz mi co się dzieje”. W konsekwencji rozmów dotarło do mnie co jest celem życia. Celem jest spokojne szczęśliwe życie. Pomimo tego że wiele razy czytałem tekst DESIDERATY nie dotarł do mnie jej prawdziwy sens. Potrzebna mi była pomoc. Olśnienie tej sytuacji i słuszności mojego zachowania była ogromna. Pierwszy raz w życiu świadomie poprosiłem o pomoc. Bo pomoc po to jest. Konsekwencją tej sytuacji było zrozumienie konieczności uproszczenia mojego postępowania i rozumowania. Jako alkoholik, egoista, egocentryk i wspomniany mistrz świata wielokrotnie tworzyłem pokrętną i fałszywą wizję świata wokół siebie z myślą końcową „nikt mnie nie rozumie”. DESIDERATA przeczytana literalnie i zastosowana w życiu załatwia wszystkie problemy bieżące. Proste pytania i proste odpowiedzi, proste szczęśliwe życie. Jeżeli rodzą się we mnie złe zatruwające emocje które są dla mnie niebezpieczne zadaję sobie proste pytanie które usłyszałem od przyjaciela. Chcesz pić, czy nie chcesz pić? Jeżeli czuję się nieszczęśliwy. Chcesz być szczęśliwy, czy nie chcesz być szczęśliwy? Jeżeli czuję się samotny, itd. Po tak zadanym pytaniu szklanka do połowy pusta robi się do połowy pełna. Chcę być szczęśliwy, chcę nie być samotny, nie chcę pić……………….. O sile i wsparciu jakie daje AA napisano całe książki więc ja nic nowego nie dopowiem, jest we mnie wielka wdzięczność że dane mi było wkroczyć w krąg przyjaciół którzy z uśmiechem, zrozumieniem i otwartością przyjęli mnie do siebie. Dzisiaj jak w słowach desideraty : nie wątpię, że wszechświat jest taki jaki być powinien, tę wiarę daje mi AA. AA PROPONUJE MI ŻYCIE UDANE, ZAMIAST ŻYCIA UDAWANEGO. KŁANIAJĄC SIĘ GŁĘBOKO ROK TRZEŹWOŚCI DEDYKUJĘ TERAPEUTOM MARKOWI I WŁODKOWI PRZYJACIOŁOM MARIUSZ AA Marku, pobyt u ciebie zmienił moje życie! Niektóre sprawy wydają się teraz takie proste, bo przecież właśnie mi się udało!!! Zaczynam marzyć o rzeczach większych niż przedtem, robię kroki dłuższe niż poprzednio. Przekroczyłem bariery umysłu, a reszta stanie się faktem! Rafał. kwiecień 2010
|