Nawrót.

Rozpoczynając swoją terapię uzależnień nie potrafiłem rozróżnić znaczenia pojęć abstynencja i trzeźwienie. Miały one dla mnie jednoznaczny wydźwięk. Dopiero podczas terapii uświadomiono mi, że abstynencja to stan, w którym powstrzymuję się od picia, a trzeźwienie to długotrwały proces, którego efektem ma być powstrzymanie rozwoju choroby alkoholowej i dalsze radzenie sobie w życiu bez udziału alkoholu.

Abstynencja, czyli tzw. walka z alkoholem przynosiła mi zgoła negatywne efekty. Utwierdzała mnie w przekonaniu, że mogę kontrolować picie i umniejszała znaczenie konsekwencji picia. Pozornie pozytywnym efektem mojej abstynencji była poprawa stanu zdrowia. Po trzech, sześciu, a nawet dziewięciu miesiącach odstawienia, poprawne wyniki USG i morfologii, w tym próby wątrobowe, interpretowałem, jako przyzwolenie na dalsze picie. I tak to się kręciło przez 10 lat. Nie wiedziałem dokładnie czym jest nawrót choroby.  Dziś wiem, że abstynencja jest warunkiem koniecznym, ale nie jedynym do rozpoczęcia procesu trzeźwienia. Jest to przejściowy etap, w którym zauważałem, że z moim piciem jest coś nie tak, eksperymentowałem z nim na przykład poprzez kontrolowane picia. Z trudem uznawałem moją bezsilność wobec alkoholu. Szukałem pomocy rozpoczynając zajęcia terapeutyczne, byłem przekonany, że znajdę złoty środek, pozwalający mi na dalsze kontrolowane, towarzyskie picie. Rzeczywistość okazała się jednak bardzo bolesną, zawiodła wszelkie moje oczekiwania. I tak rozpocząłem swój nowy etap w życiu – trzeźwienie.

Nawrót? Jeszcze nie.

Pierwszym etapem w moim trzeźwieniu był okres okrzepnięcia w abstynencji. Zacząłem dostrzegać różnicę w postrzeganiu przeze mnie otoczenia i jak otoczenie zaczyna mnie postrzegać. Pałałem optymizmem, przeżywałem tzw. miodowy miesiąc. Z entuzjazmem koncentrowałem się na dalszym leczeniu. O wiele trudniejsze, czasami wręcz bolesne okazało się odejście od nałogowego sposobu myślenia, przeżywania i działania. Nauczyłem się zastępować myślenie nieracjonalne racjonalnym, kontrolować nieopanowane uczucia, zamienić wszelkie nieodpowiedzialne działania odpowiedzialnymi. Zdiagnozowałem mechanizmy regulujące i dające mi komfort picia I to wszystko w czasie, gdy cały mój sposób na życie musiał być podporządkowany jednemu celowi – ochronie mojego trzeźwienia. Porządkowałem i układałem sobie ( często na nowo) życie w najważniejszych dla mnie sferach. Pracowałem nad poprawą relacji rodzinnych ( z małżonką, z dziećmi i dalszą rodziną). Przepracowałem poczucie winy i krzywdy, budowałem dobre porozumiewanie się, ciepło i akceptację Próbowałem z różnym skutkiem odbudować relacje z przyjaciółmi. Ważne było coraz bardziej świadome i celowe nawiązywanie więzi z innymi ludźmi, również zmiana relacji, które przetrwały z okresu picia. W miarę postępów trzeźwienia poszerzyły mi się również sposoby nawiązywania i utrzymywania kontaktów z ludźmi.

Wdrożyłem w życie zasady HALT, zaczęło mi zależeć na własnym zdrowiu. Systematyczne kontrolowałem jego stan, wdrożyłem coraz bardziej racjonalny tryb życia. Zaadoptowałem do swojego życia codziennego szereg zasad nazywanych zaleceniami dla trzeźwiejących alkoholików. Wyczuliłem się na możliwość zapełnienia pustki po alkoholu przez inne uzależnienie krzyżowe. Moje działania nie zawsze okazywały się być sukcesem. Wspomnę choćby relacje z małżonką – często do ich poprawy potrzebna jest chęć drugiej strony.

Terapia

Jednym z najważniejszych, jeśli nie najważniejszym elementem procesu mojego trzeźwienia jest indywidualna praca z terapeutą. W początkowej fazie, muszę się przyznać, że ją bagatelizowałem. Podczas spotkań byłem zamknięty w sobie i skryty. Nastąpił jednak moment przełomu. Otwierając się na komunikaty płynące ze strony terapeuty zacząłem szczerze mówić o swoich uczuciach. Poddałem głębokiej psychoanalizie całe swoje życie począwszy od dzieciństwa. Uwolnieniem się od zaprogramowania, jakie w dzieciństwie otrzymałem. Wspólnie pracowaliśmy nad zmianą mojej osobowości. Odkryłem rzeczy i fakty, które mogły być powodem mojej upośledzonej zdolności do radzenia sobie z emocjami i panowania nad własnym zachowaniem. Wszystkie te okoliczności pomogły w procesie pogodzenia się z niezaprzeczalnym faktem, że jestem alkoholikiem. Zapobiegłem pojawieniu się nawrotu choroby.

Następny okres trzeźwienia, w którym mi się wydawało, że już jestem to utrzymanie trzeźwości wraz z rozwojem osobistym. Moim celem jest osiągnięcie stanu, gdy nałóg przestanie być podstawową sprawą, wokół której układam sobie życie. Nie chcę już czuć się jak ofiara choroby alkoholowej i nie chcę żyć przeszłością. Alkohol w moim życiu przestaje być obiektem tęsknot i lęków, przestaje też pojawiać się, jako automatyczne rozwiązanie umożliwiające poradzenie sobie z trudnymi problemami Chcę i zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby samodzielnie kierować swoim życiem, przeżywać je świadomie i realizować swoje cele i marzenia. Żeby osiągnąć ten cel będę unikał błędów, jakie popełniłem w dotychczasowym okresie trzeźwienia. Pewność siebie, brak higieny psychicznej i kontaktu z osobami gotowymi mi pomóc oraz lekceważenie sygnałów prowadzących do nawrotu doprowadziły mnie do zapicia, a w konsekwencji do szukania pomocy i przyjazdu do Dziwnówka.